| Dystans całkowity: | 300.46 km (w terenie 105.30 km; 35.05%) |
| Czas w ruchu: | 14:26 |
| Średnia prędkość: | 20.82 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 53.10 km/h |
| Suma podjazdów: | 1503 m |
| Maks. tętno maksymalne: | 185 (94 %) |
| Maks. tętno średnie: | 146 (74 %) |
| Suma kalorii: | 7408 kcal |
| Liczba aktywności: | 7 |
| Średnio na aktywność: | 42.92 km i 2h 03m |
| Więcej statystyk |
Dane wyjazdu:
52.44 km
38.00 km teren
03:00 h
17.48 km/h
Pr.max: 49.50 km/h
Podjazdy: 271 (m)
Temp.avg:
HR max: 175 ( 89%)
HR avg: 129 ( 65%)
Kalorie: 1270 (kcal)
Ustawiłem się dziś na jazdę z kolegą i pojechaliśmy terenem nad Jezioro Krzynia.
Przed samą Krzynią chwila odpoczynku na fajnym punkcie widokowym.

Nad jeziorem jeszcze standardowa fotka

Później chcieliśmy ruszyć żółtym szlakiem do Dębnicy ale cały szlak rozkopany jakieś rury kładli i przysypali świeżym piachem. Nie chcąc się męczyć w mega piachu poszliśmy z GPS'em bo bocznych przecinkach. Dużo lepiej tu nie było bo akurat trafiliśmy na wyrąb lasu ale przynajmniej ominęliśmy cały piach.

W samym Lubuniu rzut oka na zachód słońca z wypas chatą ;)
Dane wyjazdu:
62.35 km
26.00 km teren
02:52 h
21.75 km/h
Pr.max: 53.10 km/h
Podjazdy: 316 (m)
Temp.avg:
HR max: 170 ( 86%)
HR avg: 133 ( 67%)
Kalorie: 1810 (kcal)
Niedziela, 28 marca 2010 | Komentarze 2
Po wczorajszej ulewie postanowiłem pojechać GT'iem bo ma błotniki, ale w lasach było praktycznie sucho. Gdyby nie wiatr to pogoda byłaby znośna. Myślałem, że już zimowych ciuchów nie będę prędko używał i pochowałem do szafy a jednak. Nawet wcale nie było mi za ciepło. Wszytko przez wiatr, niesamowicie chłodził a w otwartym terenie tam mnie zwalniał, tak że miałem problemy z jazdą z blatu.
Jak tylko mogłem to chowałem się w lasach.


Nade mną kołowały dwa orły albo jakieś sokoły.

Na morzem wiało jeszcze gorzej

Jakby to powiedział
Bear Grylls masa protein ;)
Dane wyjazdu:
46.79 km
4.50 km teren
02:00 h
23.39 km/h
Pr.max: 41.90 km/h
Podjazdy: 149 (m)
Temp.avg:
HR max: 182 ( 92%)
HR avg: 146 ( 74%)
Kalorie: 1458 (kcal)
Niedziela, 14 marca 2010 | Komentarze 2
W oczekiwaniu na
żelaznego konia, który przyleci do mnie jutro i na popsucie się pogody wyskoczyłem pokręcić się trochę z samego rana. Miałem problem z wybraniem rękawiczek, temp. była na plusie a moje zimowe rękawiczki sprawują się dobrze poniżej 0, wiec wybrałem przejściowe i to był błąd bo wiatr wiał niemiłosiernie i temperatura odczuwalna była zdrowo poniżej zera.


Kościół w Kończewie

W oddali już widać, że pogoda będzie się psuła

Szutrówka na odcinku 5 km była nieźle zróżnicowana, sucha, mokra i zimowa.