Dane wyjazdu:
67.89 km
52.00 km teren
03:54 h
17.41 km/h
Pr.max: 41.40 km/h
Podjazdy: 291 (m)
Temp.avg: 0.0
HR max: 175 ( 89%)
HR avg: 139 ( 70%)
Kalorie: (kcal)
Rower: GT Tempest
Niedziela, 13 lutego 2011 | Komentarze 2
Od rana było słonecznie i bezwietrznie wiec można było wybrać letni kierunek, nad morze. Nawet w otwartym terenie nie czuć było wiatru.Choć wcześniej widać, że nieźle nawiało z pól.
Do lasów wjeżdżam razem z potworami :D
W lasach jak zwykle nieziemska cisza, śnieg wygłuszył wszystkie odgłosy.
Było słychać nawet jak spadają þłatki śniegu z drzew.
Z lasów wjeżdżam na tereny Słowińskiego Parku i zmierzam w kierunku wieży widokowej.
Na wieży wciągam banana wpijam pół zielonej herbaty z termosu i pstrykam parę fot oraz wsłuchuję się w pękający lód. Odgłosy dochodzą z każdej strony, moja percepcja nie nadążna za tym.
Przez Rowy pratycznie się nie zatrzymuje tylko lecę bokiem lasem w kierunku klifu
Stałą moja miejscówka na postój
Słoneczko grzeje pięknie w spocone plecy, wypadałoby coś zjeść. Grzebię w plecaku a tam się okazało, że jedzenia zapomniałem wziąść. Dobrze, ze z wczoraj został niewypakowany następny banan i jeszcze pół herbaty, lecz na bananie więcej jak godzinę nie pociągnę a do domu mam z 1,5 h.
Dostałem małego kopa po bananie i herbacie i poszalałem sobie jeszcze po klifie.
Tak jak przewidywałem ~10 km przed domem zaczynam tracić siły a przede wszystkim koncentrację. Ładuję się w muldę i mnie ponosi w las, ale cale szczęście się nie wywracam. Zmieszam tempo i wlekę się tylko o ile, żeby się w śniegu nie zakopać. W mieście zaczyna powili się wszytko topić a nawet drogi czarne są.
Ostatnie kilometry niezłe się wyszarpałem na głodnego.