Dane wyjazdu:
121.53 km
90.80 km teren
06:04 h
20.03 km/h
Pr.max: 0.00 km/h
Podjazdy: (m)
Temp.avg:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Kalorie: (kcal)
Rower:
Do niebieskiego szlaku na okrągło żółtym do Ustki, dalej kawałek zielonym R-10, póżniej klifem czerwonym do Podąbia i Rowów.


Kawałek niebieskim rowerowym.

Aż w końcku trafiłem na ten „prawdziwy” niebieski.



Niestety długo się nim nie pocieszyłem bo się pogubiłem. GPS'a oraz mapa jednoznacznie mówią tu musi być szlak ale go nie ma. W pobliżu był ogromna wycinka drzew, wszytko zorane maksymalnie więc może dlatego nie moglem znaleźć. Zapytałem się w końcu leśników i mówią, że tu nie ma szlaku. Prawdopodobnie był błąd na mapie i GPS bo szlak był po drugiej stronie rzeki. Dopiero się przekonałem o tym jak na azymut leciałem spory kawałek.
Miałem zjeść rybkę na morzem, ale nie bylem głody bo rybka była gdzieś na 40 km. Miałem tylko wodę i izotonika. Ucieszyłem się jak dopadłem jakaś cywilizację na 80 km, bo w plecaku było już sucho.

Temperatura dochodziła do 30C więc sporo wypiłem dziś:
3 l wody; 0,75 l isostara; 0,5 l powerada, 0,5 l nestletea, 0,5 l jogurtu.

Elektrownia wodna w Łebieniu

Pałac w Karźnicce

Na sam koniec wpakowałem się w morze rzepaku. Czasami nawet kasku nie było widać. Nie można było skręcić tylko mogłem jechać tam gdzie była kiedyś droga. Normalnie masakra i tak parę kilometrów. Dobrze, ze nie jestem uczulony na rzepak bo tam bym pewnie umarł ;) Jak wyjechałam to byłem cały żółty jak rodowity Wietnamczyk :)



Na sam koniec na polnej drodze ścigałem się z gościem na skuterze, tak ze 2 km. Skuter wymiękł na piachach a myślałem, że ja wymięknę :P